Więc można kochać i nie wiedzieć o tem? Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniu Dłoń sobie wzajem podać w pożegnaniu I w dusz spokoju odejść — z bezpowrotem...
Lecz już nazajutrz, ledwo po rozstaniu, W dzień ów zabłądzić pamięci przelotem I stając, jakby przed czemś cudnem, złotem, Uczuć się nagle sercem — na wygnaniu!
I odtąd wracać wstecz, wciąż i na próżno, Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem, By coś w niej znaleźć, co było żywotem!
Lecz smęt mży jeno szarym suchym makiem, Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "Za późno!..." Ach, można kochać i nie wiedzieć o tem!